Co się stało z moją pasją?

wpis w: WHAT MAKES US SMILE | 0

co się stało z moją pasją

Jedną z moich ulubionych zabaw w dzieciństwie było włączanie MTV (co się stało z tą stacją? :( ) i bycie „gwiazdą”. Szybko odkryłam, że nie mam głosu i talentu muzycznego, które sprawiałyby, że inni chcieliby słuchać mojego śpiewu. Niemniej jednak całkiem nieźle szła mi nauka choreografii tanecznych i odtwarzanie ich później w zaciszu swojego pokoju. Z niezrozumiałych dla mnie do tej pory przyczyn nigdy jako dziecko nie wspomniałam rodzicom, że chciałabym uczyć się tańca. Nawet, gdy w szkole okazało się, że dwaj koledzy chodzili na takie zajęcia i poczułam ukłucie zazdrości, nie wystarczyło to bym się zdradziła rodzicom ze swoją potrzebą. W końcu, w wieku 22 lat zdecydowałam, że jednak chcę spróbować i poszłam na swoje pierwsze zajęcia taneczne.

I co z tego wyszło?

Miałam sporo szczęścia, bo trafiłam od razu do bardzo pozytywnej osoby i do tego absolutnie zakochanej w Hip Hopie oraz tym stylu tańca – a tego właśnie szukałam. Na zajęcia chodziłam najpierw raz w tygodniu, potem dwa, cztery, aż w końcu powstała grupa zamknięta dla takich maniaków, którzy ciągle nie mieli dość i chcieli więcej się uczyć i robić konkretne postępy. Znalazłam swoje miejsce. Znalazłam ludzi, którzy mieli taką samą pasję. Regularne treningi, godziny poświęcone na rozmowy o tańcu, oglądanie filmików na youtube itp. Przyszedł i czas na warsztaty taneczne, zawody, festiwale itp. W dużym skrócie – choć uwierzcie mi, ciężko ubrać te doświadczenia w kilka zdań – kilka lat wypełnionych tańcem, wyjazdami i niesamowitymi ludźmi. Z drugiej strony – kilka lat wyrzeczeń, godzin spędzonych na sali, rezygnacji np. z rodzinnych wyjazdów na rzecz przygotowań do zawodów, pokazów i dużych wydatków.

Gdzie jest serce?

I stało się. Przyszedł taki moment, gdy poczułam, że to już nie sprawia mi aż takiej radości, jak kiedyś. Na treningi szłam bardziej z poczucia obowiązku niż z chęci nauczenia się czegoś nowego i praktykowania tego, co już umiem. Oczywiście ludzie w zespole też się zmieniali i zastanawiałam się, na ile to miało wpływ na moje rozterki, jednak to nie do końca o to chodziło. Jim Rohn napisał kiedyś:

co się stało z moją pasją

A ja co raz częściej znajdowałam wymówki, by opuścić trening. W końcu zdałam sobie sprawę, że czegoś mi w tym wszystkim brakuje.

Brakowało mi serca. Mojego wewnętrznego, szczerego zaangażowania, które towarzyszyło mi przez te wszystkie lata, i które sprawiało, że treningi były najważniejsze i nie do opuszczenia. Oczywiście nie stało się to z dnia na dzień, ale wszyscy wiemy jak ciężko jest przyznać się przed samym sobą do utraty zapału i jak trudno jest odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego coś kontynuujemy?

Co się stało z moją pasją?

Moje serce do tańca nie zniknęło, ale zdecydowanie potrzebowało odpocząć i zatęsknić. Potrzebowało również sprawdzić inne drogi i upewnić się, czy taniec to jedyna droga do poczucia tej wolności, szczęścia i pewnego rodzaju wyjątkowości. Dałam sobie czas i pozwoliłam sobie poszukać. Zaczęłam chodzić na basen, siłownię, pilates, i inne zajęcia fitnessowe. I wiecie co? Odzyskałam zapał! Do klubu fitness biegałam 2-3 razy w tygodniu, do tego jeszcze czasami dorzucałam basen i czułam, że to jest to. Serce odżyło!

Był taki czas, że z pewną zazdrością myślałam o tych, którzy latami trzymają się swojej pasji, a czasem wręcz poświęcają jej całe swoje życie. Zastanawiało mnie, czy oni naprawdę zawsze z takim samym zaangażowaniem podchodzą do praktykowania obranej ścieżki. Któregoś dnia przeczytałam (wybaczcie, nie pamiętam, gdzie ale jak tylko znajdę, od razu dopiszę ;)), że ludzie dzielą się na takich, którzy mają jedno najważniejsze zainteresowanie przez całe swoje życie, i na takich, których zainteresowania zmieniają się z biegiem lat.

Można by za pewne długo na ten temat dyskutować i snuć różne teorie, co to oznacza. Dla mnie jednak przeczytanie tego zdania oznaczało jedno – przestałam czuć się źle z tym, że już nie chcę poświęcać swoich wieczorów i weekendów, na robienie czegoś, co nie do końca wpisuje się w moje życie, i czego po prostu nie czuję tak mocno, jak kiedyś.

Co się stało z moją pasją

Przemyślałam swoje potrzeby i priorytety, i zrozumiałam, a właściwie zaakceptowałam to, że się zmieniłam. Zmieniłam się ja i zmieniło się moje życie – i to był mój wybór, moja decyzja. A chociaż nie była ona łatwa i zbiegła się w czasie z innym ważnym i odważnym krokiem (tutaj więcej o tym, dlaczego warto zaufać swojej intuicji), nie żałuję.

Podjęcie decyzji o odejściu z zespołu nie oznacza jednak, że nagle nie kocham tańca – wręcz przeciwnie! Nie raz włączam głośno muzykę i tańczę w domu. Jeśli wpadniecie na mnie w klubie, na pewno nie będzie to przy barze lub pod ścianą. Niemniej jednak obecnie taniec nie zajmuje pierwszego miejsca na mojej liście. Taniec jest jednak w pierwszej trójce, bo tam znajduje się „ruch”, a taniec to jego piękna, wyzwalająca i ekspresyjna forma. I niewykluczone, że jeszcze zawitam na jakiś warsztatach, tym razem jednak znów zaprowadzi mnie tam serce.

Zmiany są OK

I to jest w tej całej historii najważniejsze – aby zaakceptować zmianę, pozwolić sobie poszukać nowego źródła energii, zamienić powinność  na chcenie. W ciągu całego naszego życia tak często robimy coś tylko dlatego, że się zobowiązaliśmy – czasami wyłącznie przed sobą samym. Brniemy w coś, bo nam nie wypada przestać, poddać się, zmienić zdania. Nieprawda! Zawsze możemy zmienić zdanie, możemy szukać, wciąż na nowo odkrywać i zmieniać swoje życie.

Pomyśl o swoim już-nie-kochanym-hobby w ten sposób: jeśli nie jest ono już dla Ciebie tak ważne, jak kiedyś oznacza to, że już spełniło swoją rolę w Twoim życiu i nie może wnieść niczego nowego. Przyszedł czas by się dalej rozwijać i znaleźć nowe, pasjonujące zajęcie. Kto wie – może zostanie ono z Tobą na dłużej?

.
Facebookgoogle_pluslinkedinmail

Zostaw Komentarz